Niektórzy liczyli, że wróci z hukiem. Że znowu rozda kilka aut, odpali loterię i wyciągnie kogoś z TikToka, żeby krzyczał „Budda wrócił”. Tymczasem on zrobił dwa teledyski i nazwał je jak akta sprawy: „Statement 1/2” i „Statement 2/2”. Wyszedł z sieci, ale nie po to, żeby znikać. Tylko po to, żeby wrócić z narracją, którą napisał sam.
Newsy
Budda, czyli Kamil L., zyskał popularność jako twórca na YouTube i Instagramie, budując wokół siebie lojalną społeczność fanów motoryzacji, która liczyła prawie 2,5 miliona osób. Dzięki swojemu charakterystycznemu stylowi i autentyczności stał się jedną z najważniejszych postaci w polskim internecie. Jego kanał przyciągał widzów, którzy cenili go za wiedzę, pasję i bezpośredniość. Budda wykorzystywał swoją popularność nie tylko do rozrywki – angażował się w liczne inicjatywy charytatywne, pokazując, że chce coś zmienić i pomagać. Organizował zbiórki na rzecz potrzebujących, wspierał ofiary powodzi oraz przekazywał część dochodów na cele dobroczynne. Budda wielokrotnie podkreślał, że jego działania mają inspirować i wspierać, pokazując swoim fanom, że popularność można wykorzystać również do czynienia dobra. Ale po drodze coś poszło nie tak…