Pracują, ale nie stać ich na życie – gdzie my doszliśmy jako społeczeństwo?

by Paweł Deluga
Kamper jako dom dla pracującej pary w USA

W teorii powinniśmy żyć w czasach, w których ciężka praca daje stabilność i poczucie bezpieczeństwa. W praktyce coraz częściej okazuje się, że można mieć pracę, chodzić codziennie do roboty, a mimo to żyć w warunkach, które kiedyś uznalibyśmy za skrajną biedę. Ten problem nie dotyczy już tylko krajów rozwijających się – widać go coraz wyraźniej nawet w największych gospodarkach świata, takich jak USA.

Historia Chris i Jasona Hoskey z północnego Michigan to bolesny przykład, jak wygląda nowy wymiar bezdomności. Bezdomności, której doświadczają ludzie… pracujący.

Praca jest, życia nie ma

Chris, 49-letnia kobieta, i jej mąż Jason, od lat mieszkają w kamperze bez bieżącej wody. Nie dlatego, że lubią życie „na dziko”, ale dlatego, że na normalny dom ich nie stać. Chris pracuje na pół etatu w punkcie dostaw Amazona, zarabiając 18,50 dolara za godzinę. Jason – prawie na pełen etat w firmie zajmującej się kształtowaniem krajobrazu – dostaje 16,75 dolara, ale tylko w sezonie.

Wydawałoby się, że to całkiem przyzwoite stawki jak na amerykańskie warunki, jednak w zderzeniu z realiami rosnących cen wynajmu, prądu, paliwa i jedzenia, te kwoty nie wystarczają nawet na najprostszy dach nad głową. Chris korzysta z Medicaid (ubezpieczenie zdrowotne) i SNAP (bony żywnościowe). Bez tego – nie przetrwaliby.

Niepełny etat jako pułapka

Paradoks polega na tym, że wielu ludzi chce pracować na pełny etat, ale nie ma takiej możliwości. Firmy wolą zatrudniać na pół etatu – „elastyczny czas pracy” w praktyce oznacza mniej godzin, mniej pieniędzy i brak stabilności. W USA niemal 5 milionów osób pracuje w niepełnym wymiarze, mimo że chciałoby pracować więcej.

Efekt? Coraz więcej pracujących ląduje w sytuacji bezdomności lub blisko niej. I to bez uzależnień, bez problemów z prawem – po prostu nie stać ich na wynajęcie mieszkania.

Kiedy bieżąca woda staje się luksusem

Chris i Jason mieszkają na terenie firmy, gdzie Jason pracuje. Płacą drobną opłatę za dostęp do prądu, łazienki i kuchni. W ich kamperze nie ma bieżącej wody. Ogrzewają się piecykiem na propan, zimą przykrywają przyczepę plandeką, żeby chronić ją przed śniegiem. Latem wyłączają klimatyzację, gdy chcą włączyć mikrofalówkę, bo instalacja elektryczna tego nie wytrzymuje.

Marzą, żeby móc umyć naczynia we własnym zlewie. Chcieliby kupić kawałek ziemi, postawić dom. Ale po tylu latach w tej sytuacji, nawet ta wizja wydaje się odległa.

Ten problem dotyczy także nas

Patrząc na historię Chris i Jasona, trudno nie zadać pytania: czy to tylko problem Ameryki? Niestety, coraz częściej podobne historie słychać w Polsce. Ludzie pracują na pełny etat, czasem nawet na dwa, a mimo to po opłaceniu rachunków i kredytów zostaje im tak niewiele, że nie mają szans na odłożenie pieniędzy na coś większego.

Winne są nie tylko niskie płace. To także efekt rosnących kosztów życia, niestabilnego zatrudnienia, umów śmieciowych i braku realnej ochrony pracowników. W praktyce w wielu branżach zaczynamy zmierzać w kierunku, w którym USA jest już od dawna – do świata, w którym praca nie jest gwarancją bezpieczeństwa.

Gdzie tu sens?

W normalnym społeczeństwie praca powinna oznaczać możliwość zapewnienia sobie podstawowych potrzeb – mieszkania, jedzenia, leczenia. Jeżeli miliony ludzi na świecie pracują, a mimo to żyją na krawędzi, to coś jest bardzo nie tak z systemem.

Problem polega na tym, że kiedyś bezdomny kojarzył się z osobą uzależnioną, bez pracy, żyjącą „na ulicy”. Dziś coraz częściej to człowiek, którego mijasz w sklepie, w pracy czy na stacji benzynowej – schludny, uśmiechnięty, a wieczorem wracający do kampera, przyczepy czy pokoju w tanim motelu.

Podsumowując: Nie chodzi tylko o to, że w USA czy w Polsce są ludzie biedni. Chodzi o to, że zaczyna się zacierać granica między tymi, którzy „sobie radzą”, a tymi, którzy już wypadli z systemu. I coraz częściej różnicą jest nie to, czy pracujesz, ale ile masz szczęścia, w jakiej branży jesteś i czy życie nie postawiło Cię w sytuacji, z której trudno się podnieść.

To również Cię zaciekawi

Komentarze