Copytrack – Nowoczesne wyłudzania w imię praw autorskich

by Paweł Deluga
Copytrack - Nowoczesne wyłudzania w imię praw autorskich

Dzielę się wiedzą i doświadczeniem. I dziś opowiem Wam historię, która brzmi jak kiepski żart, a wydarzyła się naprawdę. Historia o tym, jak legalne korzystanie z darmowych zdjęć może ściągnąć Ci na głowę e-maila z Niemiec, groźby prawników i żądanie zapłaty setek euro. Bo przecież nic tak nie kręci niektórych firm jak wmawianie ludziom winy, której nie popełnili. Poznajcie Copytrack – mistrzów współczesnej windykacji za darmowe obrazki.

Darmowe zdjęcie? No to zapłać, człowieku

Wchodzę na Freepik.com, jak pewnie tysiące twórców treści, blogerów, redaktorów i właścicieli stron. Szukam ilustracji, która pasuje do artykułu. Znajduję – pobieram. Widzę oznaczenie: Free License, można używać komercyjnie, trzeba podać autora. Nie trzeba logować się, nie trzeba kupować pakietu premium, pełna legalność.

Minęło kilka miesięcy, zapomniałem nawet o tym zdjęciu. Aż tu nagle – e-mail z Niemiec. Firma o nazwie Copytrack grzecznie, ale z twardym tonem pisze, że naruszyłem prawa autorskie, że klient ma prawa do tej grafiki, i że mam do wyboru: zapłać 700+ euro albo… no wiesz, może skończy się w sądzie. Z linkiem do portalu, z Case ID, z podsumowaniem, z terminem płatności jak w banku.

Tylko że ja nic nie ukradłem.

ukradzione darmowe zdjęcie z Freepik

Kto tu kogo okrada?

Zdjęcie, które rzekomo narusza prawa autorskie, było na Freepiku. Nie na jakimś szemranym forum, nie na pirackiej stronie, tylko na platformie stockowej, z której korzysta cały świat. To ja jestem ofiarą, nie przestępcą. Jeśli ktoś wrzucił to zdjęcie bez zgody do Freepika, to do niego powinni mieć pretensje – nie do osoby, która pobrała je w dobrej wierze i zgodnie z licencją. To tak jakbyś kupił coś legalnie w sklepie, a po pół roku dostał pozew, bo „ten, kto to sprzedał, nie miał prawa tego sprzedawać”.

Ale nie – najłatwiej uderzyć w końcowego użytkownika. Bo przecież właściciel strony to nie zawsze prawnik, nie zawsze zna procedury, a przestraszony łatwiej zapłaci. I właśnie na tym Copytrack opiera swój „model biznesowy”.

Mechanizm naciągania, który działa

Copytrack działa sprytnie. Używa narzędzi do automatycznego skanowania stron w poszukiwaniu zdjęć. Następnie przypisuje zdjęcie do jednego ze swoich klientów (nie wiadomo, czy faktycznie ma do niego prawa) i wysyła automatyczny e-mail z gotowym roszczeniem finansowym. Żadnego kontaktu wcześniej. Żadnego „hej, czy wiesz, że ta grafika może być problematyczna?”. Od razu: zapłać, albo będzie źle.

Nie liczy się, skąd masz grafikę. Nie interesuje ich Freepik, Pixabay czy Pexels. Nie obchodzi ich, że licencja mówi jednoznacznie: możesz używać. Ich interesuje jedno: kasa. A jak nie zapłacisz? Pojawi się kolejny mail, może straszak z kancelarii, może dopiszą opłaty prawne. Wszystko po to, byś w końcu się ugiął.

Polska to nie jest kraj dla szantażystów

W Polsce takie działania – jeśli są bezpodstawne – mogą zostać uznane za próbę wyłudzenia. A kwota, o której mowa (około 740 euro), spełnia już kryteria przestępstwa ściganego z urzędu. Dlatego już teraz informuję, że rozważam złożenie zawiadomienia do prokuratury. I nie chodzi tylko o mnie. Bo jeśli ktoś myśli, że może rozsyłać po Europie maile z gotowym cennikiem strachu, to niech wie, że w Polsce trafia na twardy grunt.

Artykuł to dopiero początek

A teraz najważniejsze: zamierzam o tym pisać głośno i szeroko. Ten tekst to pierwszy krok. Pojawi się na moich blogach, portalach, być może również w mediach branżowych. Dlaczego? Bo chcę ostrzec innych. Nie dajcie się zastraszyć. Nie dajcie się oszukać. Nie jesteście winni tylko dlatego, że ktoś Wam tak napisał w mailu.

Będę drążył temat do skutku. Będę pytał Freepik, prosił o interwencję. I zrobię wszystko, by gdy ktoś w Polsce wpisze „Copytrack” w Google, pierwsze co przeczyta, to ostrzeżenie przed tą metodą działania.

Na koniec? Dla Copytracka specjalna wiadomość

Drogi Copytracku – trafiliście na zły adres. Nie wyciągnięcie ode mnie ani centa za coś, co pobrałem legalnie. I nie tylko nie zapłacę, ale zadbam o to, żeby wszyscy wiedzieli, czym się zajmujecie. Życzę powodzenia w tłumaczeniu się z tej praktyki przed opinią publiczną – w Polsce nie brakuje prawników, dziennikarzy i ludzi z jajami, którzy nie boją się stanąć w obronie uczciwych twórców.

To również Cię zaciekawi

Komentarze